Erotyczne gry online » woda Jezus ChrystusDarmowe MP3bajki Matura to błahostka

Latest Entries »

Che, Castro, Kaddafi….

Bohater czy zbrodniarz? Dlaczego tak trudno oddzielić nam “ojców narodów” od zwykłych morderców. Przeczytałam przed chwilą dość dobry artykuł na temat zabójców, których pokochał świat. Czy żyjemy na takim globie, gdzie czci się śmierć jako jedyny sposób wyzwolenia? Czy może to “normalna” zależności – aby wyzwolić innych, należy zgładzić tamtych. To nielogiczne. Propagowanie wolności z karabinem. Propagowanie życia przez śmierć. Kto dla jednego bohaterem, dla drugiego anty. Dla przykładu sylwetka Che Guevary. Czy aby na pewno (tak przynajmniej) 50 % z  młodzieży, która nosi jego podobiznę, wiedzą kim był ten Argentyńczyk? Nie sądzę. Szczytem idiotyzmu jest postawienie w Ameryce posągu Che. A stoi. Może znajdziemy też podobiznę Castro w USA? Pewnie znajdą się Amerykanie, którzy uważają go za bohatera.W jakim świecie przyszło nam żyć? W świecie, w którym nie da się jednoznacznie stwierdzić – ten morderca to morderca. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że tak trzeba było. Chcoiaż z drugiej strony Bonaparte w Polsce uchodzi za bohatera. A przecież żeby wyzowlić jednych, mordował drugich…I W CO TU WIERZYĆ?!

i znow beda wakacje wakacje beda znow

wakacje byly przeurocze. samolot opozniony ale na szczescie nie odwolany. zaopatrzylismy sie na lotnisku w 2 litry whisky, co zreszta przywiezlismy z powrotem. piekny apartament, tylko ze mrowki i jakas guma albo slimak na scianie( do teraz nie wiem co to bylo). i balkonik i televizor odbierajacy chyba tylko jeden program. bardzo mi sie podobala ta wycieczka. dobrze zorganizowana, gwarantowane sloneczko cudne plazyczki , nie za duzo turystow : fajnie. duzo opalania, dobre jedzonko( wspominam mile kazda restauracyjke), przepyszne koktajle( najfajniejsza obsluga w barze ze swinka), rytmy disco i potancowka z starszymi bardzo panami i powroty do hawanna pub . duzo za duzo alkoholu. zabralam ze soba za malo pieniazkow. wydawalo mi sie ze wystarczy suma jaka mialam a tu trzeba jednak przeznaczyc wiecej jak sie nie chce jadac bulek na sniadanko ale zywic w lokalach. th stwiedzil ze jestem okropna jako klientka, bo zamawiam wyszukane rzeczy typu ( lemoniada z sokiem pomar, albo sok pomid., albo jajko musi byc takie a nie takie). no ale ja chce dostac to na co mam ochote .
szczegolne wydarzenia wakacyjne:
~  wydanie wiekszosci pieniazka na alkohol. View Full Article »

Srebrna biżuteria Apart

Nowoczesne w formie, a zarazem niezwykle szykowne naszyjniki,bransolety i kolczyki wykorzystują najpiękniejsze minerały istniejące w przyrodzie. Dostojne onyksy, subtelne agaty, unikatowe sodality, czy zniewalające różnorodnością barw ametysty zachwycą swym naturalnym pięknem. Apart prezentuje piękną srebrną biżuterię…  

Kod na “porcelanową lalkę”

 Zaloguj sie na stardoll.
 
Wklej to u góry w pasku Adresowym. View Full Article »

Dzień 3

     W młodości, całe lata kochałam się w pannie Holiday ze “Śniadania u Tiffany’ego” i tym jej “w podróży”. W szarej choć przyjaznej Polsce Ludowej, nonszalancja Holly, jej luz, rozmach w marzeniach, jej motyla barwność, bałaganiarska elegancja, były dla nastolatki z małego miasteczka zachwycające i fascynujące (teraz by się powiedziało – powalające). Potem było długie, dobre, stabilne życie w jednym miejscu, zmieniało się dookoła, ja też mogłam i byłam nonszalancka, barwna i bałaganiarska i ……. zapomniałam o Holly. A jednak po latach i ja zrobiłam sobie wizytówkę ” w podróży” . Do dziś pamiętam dreszcz zachwytu, gdy patrzyłam na nią, mając na myśli dalekie lub duchowe podróże. I się zaczęło …..Teraz mieszkam w B – maleńkiej, przyjaznej miejscowości, mam w BK maleńką białą chatkę pod lasem i nad wielką wodą, moje dzieci mają  w N cudną, ukochaną rezydencję, jedna z przyjaciółek stale zaprasza mnie do I, gdzie ma apartament a moja rodzinka do M, mojego rodzinnego gniazda. I ja tak stale rozjazdach. A miało być “w podróży”Trzeba uważać z programowaniem pragnień.

“When I Look at You”

Everybody Needs Inspiration Everybody Needs A Song Beautiful Melody, When The Nights So Long Cause There Is No Guarantee That This Life Is Easy (Yeah) When My World Is Falling Apart, When There Is No Light To Break Up The Dark That’s When I (I) Look At You When The Waves Are Flooding The Shore And I Can’t Find My Way Home Anymore That’s When I (I) Look At You When I Look At You I See Forgiveness, I See The Truth You Love Me For Who I Am Like The Stars Hold The Moon Right There Where They Belong And I Know I’m Not Alone (Yeah) When My World Is Falling Apart, When There Is No Light To Break Up The Dark That’s When I (I) Look At You When The Waves Are Flooding The Shore And I Can’t Find My Way Home Anymore That’s When I (I) Look At You When The Waves Are Flooding The Shore And I Can’t Find My Way Home Anymore That’s When I (I) Look At You You Appear Just Like A Dream To Me Just Like A Kaleidoscope Colors That Cover Me All I Need Every Breath That I Breathe Don’t You Know You’re Beautiful (Yeah, Yeah) When The Waves Are Flooding The Shore And I Can’t Find My Way Home Anymore That’s When I (I) Look At You You Appear Just Like A Dream To Me

Baloniku nasz malutki rośnij duży okrąglutki

Ostatnio zaczynam chyba wpadać w panikę. Kolejne tygodnie mijają, a my w sumie nie rozpoczęliśmy żadnych konkretnych przygotowań mieszkaniowych. Niby w perspektywie mamy wciąż odsuwający się remoncik łazienki i może małą wymianę okien (tak – zimą  ), ale czas ucieka, a ja tylko kombinuję jak tu przeorganizować nasze 50 m kw., aby było gotowe przyjąć nowego mieszkańca. Niby mamy mało mebli, ale ostatnio strzeliliśmy sobie taką sypialnię, że do łóżka wchodzimy niemal od wejścia, więc łóżeczko się nie zmieści — czego wcześniej nie przewidzieliśmy. Wpadliśmy również na pomysł zamiany sypialni z pracownią, chociaż wciąż nie wiemy jak to zrobić. W perspektywie mamy do przeniesienia gigantyczne łóżko i “nieprzestawialne” biurko. Liczę jednak na swoje “nagłe oświecenie” w aranżacji wnętrz, ale jak się zapewne sami orientujecie, w naszym przypadku to jak próba umeblowania domku na drzewie meblami dla dorosłych. Póki co ściskamy kciuki za szybki powrót do zdrowia naszego “remonciciela” i wierzymy, że nowa łazienka znacznie ułatwi nam nasze kombinacje przestrzenne.
My staramy się pomieścić nowe meble w naszym “apartamencie”, a biedny Dziubelek pewnie podobnie jak My powoli żegna się z przestrzenią w swoim obecnym domku. Co dziwne powoli zauważam prawidłowość, że jak na złość swoim rodzicom zwiększa rozmiar brzucha jedynie w dniu rozpoczynającym kolejny tydzień swojego żywota, a potem utrzymuje tę wielkość przez kolejne 6 dni. Z niecierpliwością więc oczekujemy kolejnej nocy z soboty na niedzielę, kiedy już możemy uchwycić różnicę aparatem. Tak więc tak było w zeszłym tygodniu,
kiedy rozpoczynaliśmy 17 tydzień: View Full Article »

Ole! na portugalskim stole..

Wszystko na świecie dzieje się po to, by zakończyć się książką.                                              Stephane Mallarme W półmroku przebiegam palcami po grzbietach książek. Gładkie i chropowate. Śliskie i szorstkie. Opasłe tomiska i miniaturowe, broszurowe wydania. Każda z nich opowiada unikalną historię, każda zaprasza do wyjątkowego świata. Czy istnieje dla mnie ta jedyna, niepowtarzalna? Ta, po którą sięgam tysięczny raz, i która stała się przewodnikiem przez życie? Z której pochodzi credo otulające mój świat? Wybór jest tak trudny i książek przeczytanych tak wiele, że nie śmiem wskazać jednej. Ba, właściwie nie odważę się wymienić żadnej. Nie, wcale nie dlatego, że tak wiele z książek czerpię; wręcz przeciwnie, słowa, które mogłyby zostać uznane za sumę moich przekonań, widnieją pod nagłówkiem bloga i znalezione zostały w Internecie, nie na kartach ksiąg. Nie oznacza to bynajmniej, iż sieć zdołała wyprzeć książki z mojego życia. Nie ma na to szans, gdzież bowiem znajdę większą różnorodność historii niż na zapisanych słowami kartkach papieru? Gdybym jednak zmuszona została wymienić choć jeden tytuł, w tej chwili zdecydowałabym się na sarkastyczne opowiadania Woody Allena. Są pełne ironii, pełne absurdu i bezkompromisowego wytykania tego, co nie powinno mieć racji bytu, a jednak towarzyszy nam niemal na co dzień. Jednocześnie wypełnione są uśmiechem. Przekonują, że kapka dystansu do zwariowanego świata jest niezbędna by zachować psychiczną równowagę. Ciężko więc powiedzieć, że jedno wyjątkowe zdanie jest moją ideą przewodnią, raczej światopogląd rodem z allenowskich opowiadań. Czy jednak istnieje książka, która jest dla mnie lekiem na całe zło? Obawiam się, że znów niekoniecznie. Nie istnieje taka książka, nie ma takiego filmu, nie znalazłam takiej historii. Teraz, kiedy piszę te słowa, przyszło mi na myśl, że prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że nie dopuszczam do siebie zbyt wielu chwil ‘całego zła’. Może te chwile jeszcze mnie nie dotknęły, może je przeoczyłam? Tak czy inaczej, właściwie literatura nie ma mnie z czego leczyć. Na codzienną chandrę zaś najlepsza jest ostra muzyka. Kiedy myśli biegną w różnych kierunkach, czytanie nie sprawia mi radości, jest kłopotem raczej, męczącą czynnością. Spokój myśli pozwala skoncentrować się na słowie, od niepokoju nawet najcudowniejsze słowa odciągnąć mnie nie potrafią. Oczywiście, są jednak książki, które potrafią wprowadzić mnie z neutralnego w dobry nastrój. Przeczytałam ich całą masę. Ot, choćby zbiorek czeskich opowieści czy niedawno przeczytane opowiadania Janusza Osęki, zatytułowane ‘Kronika pewnej planety’. Okazało się jednak, że kiedy skonfrontowałam to, co napisałam z zawartością mojej biblioteczki, znalazła się książką, którą pod kategorię leku mogłabym podciągnąć – biografia Fridy Kahlo. Tyle w tej kobiecie silnej woli, determinacji, chęci walki o swoje marzenia prywatne i zawodowe, radości mimo bólu, że jest ona dla mnie uosobieniem życia. Jest kilka książek, do których wracałam wiele razy. Niekoniecznie jest ich zbyt wiele: choć czasem jest to wskazane, niespecjalnie lubię przeżywać te same historie wielokrotnie. Jakkolwiek to zabrzmi, chyba najwięcej razy czytałam sienkiewiczowski ‘Potop’. Sentyment to tej opowieści sprawia, że ilekroć w telewizji leci serialowa ekranizacja, oglądam ją z niekłamaną przyjemnością. Wydaje mi się jednak, że nie tyle jest to kwestia historii samej w sobie, a raczej dzieje się tak za sprawą głównego bohatera. Andrzej Kmicic wyszedł Sienkiewiczowi wybornie: nie wiem, czy chciałabym dostać od losu takiego zawadiakę w życiu realnym, ale co nie najbardziej pożądane w prawdziwym życiu, w fikcyjnej historii może zrobić furorę. Ale ja nie o książkach ponownie przeczytanych chciałam pisać, a o tych, do których wrócić bym nie chciała, nie ze względu na ich nikłą wartość literacką, a raczej dlatego, że emocjonalnie wrócić do nich bym nie była w stanie. Tak, takich pozycji jest kilka. Nie wszystkie pamiętam z tytułu, są to jednak głównie historie nieszczęśliwe. Nieszczęśliwe wspomnienia, ukonkretnię. Niejeden raz wyraziłam opinię, że lubię, gdy książka nie kończy się ‘życiem długim, mlekiem i miodem płynącym’. Kiedy jednak czytam pamiętnik, wspomnienia, biografię chciałabym, by kończyły się słodkim happy-endem. Nawet jeśli wiem, że taki jest niemożliwy, bo czasu cofnąć się nie da, i nie ma możliwości, by zmienić niektóre życiorysy. Jedną z takich historii jest ‘Czasami wołam w niebo’ Tamary Zwierzyńskiej-Matzke i jej męża Svena Matzke. Być może niechęć do wczytywania się w takie historie jest najprostszym sposobem na wypychanie ich z własnej świadomości, na nieprzyjmowanie do wiadomości, że każdego z nas, w tym i mnie, może spotkać taki los. Okazuje się, że jedna ze szkolnych lektur jest moją ulubioną powieścią. Jaki jest więc mój stosunek do lektur szkolnych? W tym momencie dość obojętny, przyznam. Niedawno jednak, zapytana przez uczennicę, dlaczego nie zostałam polonistką, skoro z taką pasją o książkach mówię, odparłam, że nie umiałabym przekonać uczniów do czegoś, co mnie samej nie przekonuje. Nie ukrywam, że lektury mnie w większości nudziły. Ciężko powiedzieć, czy dlatego, iż narzuconymi były czytadłami, czy rzeczywiście historie w nich opowiadane trąciły tak mocno myszką, że zafascynować mnie nie umiały. Cóż, pewna jestem, że każda z lekturowych pozycji niesie za sobą coś cennego, skłonię się więc ku pierwszemu powodowi, za przykład podając prusowską ‘Lalkę’, do której w czasach licealnych zabierałam się kilkukrotnie (podobnie do serialu) i przekonać się nie mogłam, a którą już w czasach nauczycielskich przeczytałam z niekłamaną przyjemnością.  Do przyjemności z czytania nawiązując więc, do kolejnej kwestii przeskoczę; mianowicie, czy jest taka książka, nad którą zdarzyło mi się spędzić noc i połowę poranka. Moja odpowiedź pewnie mole książkowe rozczaruje, ale nie, nie przypominam sobie takiego dzieła. Hmm, być może zdarzyło mi się zarwać dla czytania nieco nocy w zamierzchłych czasach podstawówkowych, nie przytrafia mi się to jednak teraz. Zbyt cenne są dla mnie godziny snu. Wygląda więc na to, że śpioch we mnie wygrywa z przedbiegach z czytelniczym kawałkiem mojej duszy. Z powodu czytania za to, gazet jednak, nie książek, spóźniłabym się ładnych parę razy do pracy: bo artykuł taki ciekawy, że szkoda czytanie na kilka godzin przerywać. Ciekawostką niech będzie, że tuż przed feriami leciałam do szkółki na łeb na szyję, zaczytałam się bowiem w wywiadzie z panem Czesławem Kiszczakiem. We fragmentach. Czyżby czas kupić książkę? Zwykle przyjemność czytania dają nam książki wypełnione radością. Nie wszyscy lubią mroczne, nieszczęściem przetkane opowieści; niejeden po książkę sięga po to, by oderwać się od szaroburego świata i dlatego szuka w niej kawałka tęczy, który być może trudniej dostrzec w codzienności. A ja? Czy na mojej półce w ogóle stoją radosne książki? Czy takie zapadają mi w pamięć? Bo wyobraźmy sobie, że przyjaciółka idzie na oddział patologii ciąży i spędzi tam cały długi miesiąc. Co mam jej polecić, by myśli od swojego zmartwienia oderwała? I znów nie mam bladego pojęcia. Co ja czytałam takiego, co na duchu podnieść by umiało, co by dawało nadzieję, że nawet z najbardziej zaplątanej sytuacji jest wyjście, że największe nieszczęście w szczęście los przekuć może? I, po drugie, co ja w ogóle czytałam ostatnio kobiecego? A może w powyższej sytuacji o to właśnie chodzi, by zapomnieć o kobiecych dylematach i przeczytać coś, co w zupełnie inny świat przeniesie? Co ja bym, wreszcie, w takim momencie mojego życia najchętniej przeczytała? Wiele pytań, nie wiem, czy jakakolwiek odpowiedź.  Nie wiem też, jaką książkę poleciłabym kobiecie, a jaką mężczyźnie, którzy do tej pory nie czytali nader często. Wiem za to doskonale, jakiej bym nie poleciła. Nie zarekomendowałabym mojego ukochanego Marqueza, bo to literatura ciężkiego kalibru i znudzić może, bardziej jeszcze zniechęcając marnego czytelnika do świata książki. Wiem, zniechęciłam bowiem w ten sposób do kolumbijskiego czytelniczkę aktywną. Myślę, że dobrą robotę w tej dziedzinie wykonały J.K. Rowling i Stephenie Meyer (ups, drugie nazwisko wyleciało z głowy i musiałam poszperać w sieci), a na rodzimym gruncie Katarzyna Grochola czy Małgorzata Kalicińska. Nieistotne, że część czytelników mizerne ma o dziełach owych pań zdanie, istotne, że zmusiły one do czytania rzesze nastolatków i kobiet, i pewnie panów również. Więc może na początek warto by przeczytać coś lekkiego i przyjemnego. Ot, choćby coś z harlequinowskiej serii, z której sama połknęłam kilka pozycji smażąc się niemiłosiernie na słońcu w których z upalnych dni. Myślę, że dla czytelniczo początkujących panów niezłą lekturą byłaby książka Hugh Laurie zatytułowana ‘Sprzedawca broni’. Tak, książka doktora House’a. Przyznam, że mnie raczej znudziła, bo Laurie-House o niebo przebija Laurie-pisarza, ale akcja jest wartka, gra słów czasem zabawna, a język nieekwilibrystyczny. Na Duńskiego podziałała zaś tolkienowska trylogia ‘Władca pierścieni’ (sama czytałam kilka razy, podczas gdy do filmu podchodziłam trzy razy, dwie pierwsze próby przesypiając). Potem zaczytał się w ‘Mrocznej wieży’ King’a.  A propos Duńskiego, bo czytacz z niego niekonieczny, nie wydaje mi się, że brak miłości do literatury może sprawić, że miłość umrze, a przyjaźń zmarnieje. Jest tyle tematów do rozmów, że można wybrać dla siebie coś pozaksiążkowego. Zresztą, o literaturze mam z kim porozmawiać: mam szczęście pracować w miejscu, gdzie gros ludzi czyta dużo i jest okazja, by powymieniać się refleksjami na temat przeczytanych dzieł, pospierać się na temat ich ważności i wartości, podsłuchać, po co warto sięgnąć. Oczywiście, nasze czytelnicze gusta są czasem mocno rozbieżne, ale dyskutowanie o cudzych smakach jest ciekawym doświadczeniem: można przypadkowo przekonać się do czegoś, czego świadomie człowiek by z półki nie wziął. W ten sposób właśnie koleżanka namówiła mnie do zagłębienia się w przygody Jakuba Wędrowycza wymyślnego przez Andrzeja Pilipiuka. Czytałam z zapartym tchem, a byłam przekonana, że książki z koszyka z napisem ‘fantasy’ nie są dla mnie. Abstrahując od książki, podobnie było z hiszpańskojęzycznym filmem pod tytułem ‘Labirynt fauna’.  Skoro zaś o filmie mowa, czy jest taka książka, która, moim zdaniem, nie powinna zostać sfilmowana? I czy jest taka, którą chętnie zobaczyłabym na ekranie, choć jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, by ją na film przetworzyć? Swoją drogą, moja praca magisterska tej kwestii właśnie dotykała: pisałam o ‘Locie nad kukułczym gniazdem’ i ‘Przerwanej lekcji muzyki’. Pierwsze dzieło zachwyciło mnie i książkowo, i filmowo. Zachwyca mnie od wielu już lat. Drugie, cóż, film chłonęłam całą sobą, książka była dla mnie raczej przeciętna. Wracając jednak do postawionych na początku akapitu pytań. Hmm, myślę, że chętnie zobaczyłabym film oparty na powieści pod tytułem ‘Złuda’ Carmen Laforet. Otulona atmosferą upiornego i dusznego mieszkania, otoczona kostycznymi krewnymi osiemnastoletnia Andrea, odkrywa dla siebie Barcelonę lat czterdziestych, smakuje przyjaźni i nienawiści, delektuje się i wypluwa budzącą się w niej kobiecość. Chciałabym jednak, by film zrobili Hiszpanie, nie widzę tej książki jako produkcji amerykańskiej, z polukrowanymi wątkami. Jaka zaś książka nie powinna być nigdy zekranizowana? Może opowiadania Pilipiuka właśnie. Wydaje mi się, że filmy fantastyczne w dużej mierze mają tendencję do przerysowań, do popadania w śmieszność, do degenerowania książkowego humoru, ich twórcy bowiem skupiają się głównie na efektach specjalnych, często ignorując pisarski przekaz.  O autorze książki mówiąc, poruszę kolejną kwestię. Mianowicie, czy zastanawiam się nad okolicznościami powstania książki, nad osobowością autora, szczegółami jego życia; czy zastanawiam się jednocześnie, co o tej książce myślą inni czytelnicy czy skupiam się na własnych odczuciach i samej w sobie treści. Przyznam, że dość rzadko buszuję w pisarskich życiorysach – zmuszona byłam wgryźć się jedynie w życiorys Ken’a Kessey’a, który okazał się pasjonujący, swoją drogą. Teraz czeka na mnie biografia Gabriela Garcii Marqueza, chciałabym ją jednak przeczytać nie przez pryzmat jego dla mnie pisarskiej wielkości, a znaleźć w niej historię człowieka. Czytając, koncentruję się więc na dziele samym w sobie, na opisanej historii, na zbudowanym klimacie, na grze słów, i buduję w sobie swoją własną interpretację. Mniej interesują mnie opinie o tym, jak książkę winnam odebrać- ja chcę ją mieć na wyłączność, tylko dla siebie. Czasem zachwyci mnie jakiś drobiazg, który inni przeoczą, a dla mnie staje się on jądrem opowieści. Jednocześnie, czasem czytający nie jest w stanie oddzielić fikcji literackiej od dziejów autora, bowiem są one związane węzłem nie do przecięcia, zachodzą na siebie, uzupełniają się, przeplatają. – Powyższe powstało z klepnięcia. Dałam się skusić, żeby nie rzec wrobić, w tę notkę Dosi. Nie narzekam, nie męczyłam się zanadto. Jeśli ktoś miałby ochotę kontynuować łańcuszek, pytania, na które należy odpowiedzieć, zaznaczone są kursywą. Sama chętnie przeczytałabym o Waszych książkowych fascynacjach: być może wybrałabym coś dla siebie. Miłej zabawy!–I ponownie klikamy TUTAJ, żeby podlać drzewko.

paradoks nowego miejsca

   Nie ma już we mnie miejsca na naiwność dziecka. Pojawiło się nowe miejsce na naiwnośc kobiety. To jak przeprowadzka z kawalerki do apartamentu. jeden samotny kwiatek

Oceano

  
Tunika -  Roberto Cavalli
Leginsy – Alice + Oliwia View Full Article »

Powered by WordPress. Theme: Motion by 85ideas.
banki online | Wczasy Last Minute | Super oferta wczasy wyspy kanaryjskie - wakacje na wyspach kanaryjskich | blogi | Ciekawe Artykuły | Atrakcyjne Oferty Grecja - wczasy na wyspach greckich | Nowe filmy | Seks w wielkim mieście online | Oficer online | Chirurdzy online | Tuż Przed Tragedią serial online | Plotkara serial | marcin sroka | Peruwiańska draka | blog pozycjonowanie blog pozycjonowanieGotLink.pl